Wydaje się, że kanał RSS ze strony http://dialogbulletin.eu/pl/blog/feed został uszkodzony w wyniku błędu "undefined entity%" w linii 72.

Ogłoszenie

Uwaga: Portal jest przygotowywany do generalnego remontu. W związku z tym nie da się obecnie zakładać nowych kont. Prosimy o cierpliwość.

Pierwsza rewolucja w gospodarce opartej na wiedzy. Poznań 1956.

Termin „gospodarka oparta na wiedzy” (Knowledge-based economy) powstał za sprawą organizacji OECD i został zdefiniowany w roku 1996 jako „gospodarka bezpośrednio oparta na produkcji, dystrybucji oraz użyciu wiedzy i informacji”.

Od Redaktora. Niezwykłą tezę Autora być może trudno zrozumieć. Dla ułatwienia w Bibliotece zamieściliśmy artykuł Kapitał społeczny - przegląd koncepcji, który omawia podstawowe pojęcia i koncepcje stanowiące kontekst niniejszego tekstu. Serdecznie zachęcam Państwa do lektury obu.

Łasiczka z damą, czyli inny punkt widzenia

Pierwsza rewolucja w gospodarce opartej na wiedzy

Poznań 1956

Amir Jan Fazlagić

Rozwój społeczny odbywa się dzięki ewolucji społeczeństw, lecz od czasu do czasu miejsce mają także rewolucje. Nikt prawdopodobnie nie zadał sobie trudu na zdefiniowanie czegoś takiego jak „powstanie” w kontekście Gospodarki Opartej na Wiedzy. W czerwcu 1956 miały miejsce wydarzenia niezwykłe. Poznański czerwiec nie był jedynie początkiem epoki zrywów antykomunistycznych. Na ulice wyszło ostatnie pokolenie ludzi, którzy swoją młodość przeżyli w wolnej Polsce a niektórzy z nich pamiętali jeszcze czasy zaboru Pruskiego, który w Poznaniu rozpoczął się w 1793 roku a zakończył w 1918-tym. W czerwcu 1956 komunizm był nadal czymś egzotycznym i nowym i dlatego powstanie przeciwko niemu okazało się tak gwałtowne i pod wieloma względami skuteczne.

Wydarzenia, jakie miały miejsce w Poznaniu 50 lat temu doczekały się zasłużonej oprawy medialnej dzięki sprzyjającemu klimatowi politycznemu, okrągłej rocznicy oraz wysiłkom Urzędu Miasta w Poznaniu. Wielu Polaków po raz pierwszy w życiu dowiedziało się, że na ulicach Poznania stoczono prawdziwe walki: byli zabici i ranni, płonęły czołgi, były barykady...

Dzięki temu nagłośnieniu medialnemu dowiadujemy się o wielu interesujących faktach, które były zatajane do tego stopnia, że w świadomości Polaków stłumienie strajku w jednym zakładzie pracy w czasie Stanu Wojennego w roku 1981 (Kopalnia Wujek) było większym wydarzeniem niż bunt miasta metropolitalnego (a do roku 1950 stołecznego) w którym powstańcy opanowali na kilka godzin wszystkie ważniejsze urzędy, a w czasie jednodniowych walk (odosobnione walki trwały jeszcze dzień później) zniszczyli 35 czołgów, czyli więcej niż w czasie powstania Warszawskiego.

Analiza wydarzeń z 28 czerwca 1956 zachęca do refleksji. W amerykańskich podręcznikach do biznesu często przywołuje się przykład wydarzeń z 11 września 2001 roku. Dlaczego by nie wziąć „na tapetę” 28 czerwca 1956?

Kontekst historyczny tych wydarzeń został świetnie opisany na ekspozycji, która mieści się w dawnym Zamku Cesarskim w centrum Poznania. Mowa tam jest o kulturowej odrębności Wielkopolski, która sięga czasów nie tylko rozbiorowych lecz w istocie czasów wczesnego średniowiecza. Z zaskoczeniem uświadamiamy sobie, że na przykład u progu naszej państwowości po rozbiciu dzielnicowym, gdy w Poznaniu rezydował pod koniec XIII wieku król Przemysł II, Polska składała się zaledwie z dwóch dzielnic rdzennych – Wielkopolski i Małopolski. Dopiero późniejsza ekspansja na wschód sprawiła że Podlasie i Mazowsze stały się częściami Polski. W 1918 roku, gdy wybuchło powstanie Wielkopolskie – jedyne powstanie narodowe zakończone sukcesem (i może dlatego prawie nieznane w świadomości Polaków) Wielkopolska była de facto niezależnym Państwem z własną waluta, armią i rządem. Przyłączenie do II Rzeczpospolitej nastąpiło latem 1919 roku. Różnice cywilizacyjne między Wielkopolską a innymi regionami Polski były wtedy znacznie większe niż obecnie. Wielkopolska będąc obszarem zagarniętym przez państwo Pruskie stała się częścią najdynamiczniej rozwijającej się cywilizacji Europejskiej, która jako pierwsza wprowadziła obowiązkową edukację. Wielkopolanie żyjący pod zaborem pruskim (część wschodniej Wielkopolski znalazła się pod zaborem Rosyjskim) o kilkadziesiąt lat (kilka pokoleń) wcześniej od mieszkańców Zaboru Rosyjskiego dowiedzieli się co to jest parlamentaryzm, uwłaszczenie chłopów, nowoczesna armia, kolej żelazna. W Poznaniu powstało także wiele innowacji społecznych takich jak praca organiczna („bogać się dla dobra Polski”) czy ruch panslawistyczny. Odrębność kulturowa Wielkopolski była jeszcze wzmacniana przez władze II RP, które dążyły do centralizacji państwa. Poważnie zniszczony w czasie walk ulicznych w 1945 roku Poznań nie doczekał się peanów na temat swojego okaleczenia takich jakich doczekały się Warszawa, Gdańsk czy Wrocław. Po wojnie, zgodnie z zasadą socjalistycznego zabierania bogatym i dawania biednym, Poznaniowi w ramach gospodarki planowej przydzielano około 200 zł w skali roku na mieszkańca, czyli 2-3 razy mniej, niż innym miastom (Wrocław, Kraków). Warszawa otrzymywała dla porównania około 1300 zł. Władzom centralnym nie podobał się także wynik referendum. Tylko 23% Wielkopolan opowiedziało się za władzą socjalistyczną, najmniej w kraju! W takiej sytuacji w Poznaniu budowała się frustracja. Gdyby władze komunistyczne były świadome tych faktów na pewno złagodziłyby restrykcyjną wobec Poznania politykę.

Iskra pojawiła się pod koniec czerwca 1956. Nauczeni przez Prusaków legalizmu Poznańscy robotnicy wysłali delegację do Warszawy z propozycjami obniżenia norm. Zakłady H. Cegielskiego produkowały parowozy, przed wojną najlepsze w Europie, które wysyłano hurtowo do ZSRR, praca trwałą cała dobę a robotnicy często spali w fabryce.

Widzimy więc, że o powstawaniu nie było na początku mowy. Zderzenie kultury negocjacji i kultury przemocy na razie nie zaowocowało konfrontacją.

Kilka dni później, rankiem 28 czerwca robotnicy wyszli na ulicę. Zakłady Cegielskiego znajdują się około 3-4 kilometrów od centrum miasta. Maszerujący robotnicy „zbierali” robotników innych zakładów. Na obecnym placu Mickiewicza zebrał się tłum około 100 tys. Ludzi. Populacja Poznania w tym czasie wynosiła około 350 tys. ludzi.

Wśród historyków istnieje obecnie spór na temat tego, czy były to „zamieszki” czy klasyczne powstanie. Dyrektor poznańskiego IPN jest zdania, że było to Powstanie. Jednym z argumentów przeciwko nazywaniu tych wydarzeń „powstaniem” jest brak centrum dowodzenia. Otóż trzeba wyraźnie powiedzieć, że brak centrum nie powinien dyskredytować istnienia żadnej organizacji. Powstanie listopadowe 1830-1831 czy Kościuszkowskie 1795 miały swoje „centra” i to one stały się głównymi powodami porażek tych powstań. Przypomnijmy sobie, że Powstanie Listopadowe przegraliśmy w klasycznym polskim stylu – świetna, bitna armia pobita z powodu waśni w „centrali”. Poznańscy robotnicy po prostu nie potrzebowali „centrum” aby być skutecznymi jako organizacja. Kapitał społeczny powstały pod Zaborem Pruskim dał ludziom kompetencje społeczne, które umożliwiły samoorganizację. Do dzisiaj Poznań jest miastem wielu stowarzyszeń, w tym 70-ciu chórów. Samoorganizacja i dyscyplina tłumu była tak wysoka, że poznańscy robotnicy spontanicznie postanowili, iż nie będą deptać trawników w czasie manifestacji. Rzecz niebywałą w dzisiejszych czasach!

W gospodarce opartej na wiedzy brak centrum jest przecież cechą rozpoznawczą wielu organizacji i społeczności. Należy wiec patrzeć na powstanie Poznańskie jaki pierwsze powstanie polskie z władzą zdecentralizowaną. Wysokie morale, wspólny cel (walka z dyktaturą) w społeczności o wysokim kapitale społecznym zwalnia z konieczności organizowania „centrali”. Uważa się, że dzięki samoorganizacji (nie respektowaniu poleceń władzy – strażaków) wielu ludzi uwięzionych w WTC w Nowym Jorku uratowało się. Sukces poznańskiego powstania także zawdzięczano samoorganizacji: ktoś zorganizował w Browarze rozlewnię koktajli Mołotowa, ktoś wybrał obiekty do szturmowania (radiostacja, więzienie, komisariaty Milicji, Komitet Wojewódzki PZPR).

Kolejnym spostrzeżeniem jest kwestia wysokiej skuteczności bojowników z Poznania w zwalczaniu czołgów. Wokół Poznania stacjonowały wtedy dwie dywizje pancerne wyposażone w czołgi T 34-85. Każda wysłała w okolicach południa 28 czerwca do miasta 180 maszyn co dało nasycenie 1 czołg/1000 mieszkańców. Obrońcy unieszkodliwili 29 czołgów z pierwszego rzutu i 6 z drugiego. Wiedzę o walce z czołgami zdobyli oglądając filmy o Powstaniu Warszawskim, z których nauczyli się unieszkodliwiać czołgi w mieście! Po raz pierwszy wiedza zdobyta w medium masowym (kino) została wykorzystana w „realu” - do walk ulicznych.

Novum w Powstaniu Poznańskim było także mądre wykorzystanie faktu, że w tym czasie w Poznaniu odbywały się Międzynarodowe Targi Poznańskie, duma Poznania (także obecnie). Demonstranci wkroczyli na tereny targowe, na których znajdowało się wiele zachodnich stoisk (nie zanotowano żadnych kradzieży!). Dzięki temu Powstanie miało zapewniony dobry PR (a więc to, czego zabrakło Warszawie w 1944 roku).

I na koniec warto spojrzeć na Poznańskie Powstanie z perspektywy procesów cywilizacyjnych. Czerwiec 1956 stał się końcem agonii wartości przed-komunistycznych w społeczeństwie. Socjalistyczna beznadziejność zaczęła niszczyć nie tylko gospodarkę, ale także kapitał społeczny, który odbudować znacznie trudniej. Poznańscy robotnicy jako jedyni sięgnęli po broń i jako jedyni głosili hasła otwarcie antysowieckie. Poznań zapłacił cenę za swój zryw. W czasach PRL milczano o nim oraz dyskryminowano w zakresie inwestycji centralnych. Przybysz z Wrocławia, Katowic nie mówiąc o Warszawie nie odnajdzie w Poznaniu „Gierkowskich” skrzyżowań wielopoziomowych, Poznański port lotniczy - nomen omen miejsce przetrzymywania 700 powstańców 1956 - miał niesłychane trudności w realizacji planów rozbudowy, związane z decyzjami zapadającymi w Warszawie. Zaniedbania inwestycyjne w mieście to także pokłosie czerwca 1956. Jednak największą stratą dla Poznania była stopniowa erozja fantastycznego kapitału społecznego.

Powstanie Poznańskie pokazało, że kluczową rolę w dokonywaniu zmian społecznych odgrywa kapitał społeczny. Miasto, które było systematycznie i planowo drenowane z funduszy (powiedzielibyśmy: otrzymywało ujemną pomoc publiczną) zdobyło się na potężny zryw społeczny. Ta lekcja z kolei pozwala zastanowić się nad celowością finansowania rozwoju regionów Ściany Wschodniej i Mazowsza z funduszy Europejskich. Badania Banku Światowego jednoznacznie przecież wskazują, że dla pobudzenia wzrostu gospodarczego trzeba NAJPIERW zainwestować w kapitał społeczny. Pieniądze w regionach ubogich pozbawionych kapitału społecznego szkodzą tym regionom i konserwują ich zacofanie.

Po 1956 roku wszyscy już wiedzieli że na „wolną Polskę” będzie trzeba czekać do czasu, gdy pojawi się sprzyjająca okazja (w 1914 roku była nią Wielka Wojna, w 1989 Pierestrojka). Czerwiec 1956 był opisywany na łamach wszystkich znaczących gazet na świecie i zrobił dla idei wolności znacznie więcej, niż mu się przypisuje.