Wydaje się, że kanał RSS ze strony http://dialogbulletin.eu/pl/blog/feed został uszkodzony w wyniku błędu "undefined entity%" w linii 72.

Ogłoszenie

Uwaga: Portal jest przygotowywany do generalnego remontu. W związku z tym nie da się obecnie zakładać nowych kont. Prosimy o cierpliwość.

Honor, własność i perspektywy wzrostu

Każdy właściciel małej firmy ma wybór: rozwijać się powoli, ale samodzielnie albo podzielić się własnością i władzą ze wspólnikami lub inwestorami w zamian za szansę na znacznie przyspieszony rozwój.

Iwona D. Bartczak

Polskiego rynku nie charakteryzuje obfitość kapitału dla startujących, a więc ryzykownych, biznesów. Mamy pod tym względem jedno z najgorszych miejsc w Europie. Menedżerowie wychodzący z korporacji zakładają więc przede wszystkim firmy usługowe, nie wymagające zaangażowania wielkich środków. To skoncentrowanie własności we własnych ręku ma także inną przyczynę. Własna firma, zwłaszcza pierwsza, jest zwykle przedmiotem wielkiej – i trudnej – miłości jej właściciela. Jest bowiem owocem pamiętnego buntu wobec poprawnej codzienności korporacji, w której się przez ostatnie lata pracowało, jest próbą samorealizacji w sposób wcześniej nie praktykowany, jest polem doświadczalnym, na którym rodzą się instynkt i duma właścicielska byłego pracownika najemnego. Motywy z ogromnym ładunkiem emocji! Wreszcie we własnej firmie realizujemy zwykle ideę – produktu, usługi, stylu biznesu – do której jesteśmy szczerze przywiązani i chcemy dopilnować, aby nic jej nie wypaczyło. Ale czy to dostateczny honor być małą firmą, zarządzać kilkoma ludźmi, podczas gdy całe lata miało się „pod sobą” setki podwładnych i generowało setki milionów obrotu? To może być bolesna zmiana, może i jakaś degradacja.

Wydaje mi się, że samodzielne biznesy byłych etatowych – wybitnych – menedżerów i specjalistów korporacji kształtują się pod wielkim ciśnieniem co najmniej trzech bodźców: skromnej podaży kapitału na rynku, usilnej potrzeby realizacji swoich marzeń i projektów biznesowych, a także determinacji, aby waga podejmowanej działalności nie była mniejsza niż pracy w korporacji, mimo że skala działania nowego podmiotu jest bez porównania mniejsza, niż owej korporacji.

Jaki jest wybór?

Na początku praktycznie nie ma wielkiego wyboru. Można zaczynać opierając się jedynie na własnych środkach, można założyć firmę z kilkoma kolegami, robiąc składkę na kapitał początkowy, można skorzystać z pieniędzy tzw. Business Angels, czyli aniołów biznesu – prywatnych osób, szukających rentownych sposobów ulokowania swoich zasobów, dysponujących także wiedzą i doświadczeniem, które mogą wesprzeć nową firmę.

Mimo że w Polsce jest pewna, choć niezbyt liczna grupa aniołów biznesu, w praktyce początkujący właściciele korzystają z dwóch pierwszych form, zwyczajnie dlatego że aniołów nie znają i nie umieją szukać. A nawet jeśli podejmą pierwsze rozmowy, to są one zniechęcające dla obu stron, ponieważ byli pracownicy najemni, nawet z już rozpoczętą działalnością gospodarczą, jeszcze dosyć długo rozumują inaczej, niż właściciele kapitału. Nie umieją mówić liczbami, bronić swojego projektu porównując do rentowności innych inwestycji i innych projektów, planować długoterminowo, zaakceptować równorzędności głosu dawcy pieniędzy, ceniąc jego wkład nie mniej, niż swój pomysł na biznes, produkt, usługę.

Pod skrzydłami anioła

Firma ANT Industrial Software Systems została założona przez dwóch przyjaciół. Andrzej Jarosz jest specjalistą w dziedzinie automatyki przemysłowej, a Michał Adamczak projektuje oprogramowanie. Obaj pracowali wcześniej w dużych firmach prywatnych.

„Udane wdrożenia dużych systemów do monitorowania i wizualizacji procesów, m. in. w elektrowniach i w przyśle samochodowym upewniają nas, że idziemy we właściwym kierunku i pozwalają myśleć o rozwoju – mówi Andrzej Jarosz.” Wspólnicy postanowili więc rozwinąć działalność, zatrudnić programistów i rozwinąć marketing. Potrzebne były pieniądze. „Banki nie chciały z nami rozmawiać, ponieważ pożyczają pieniądze tylko tym, którzy mają pieniądze. Na szczęście nasze początkowe sukcesy przekonały inwestora należącego do klubu Lewiatan Business Angels”.

Klub Lewiatan Business Angels rozpoczął działalność w połowie ubiegłego roku, a inwestycja w firmę ANT Sp. z o. o. jest jednym z pierwszych projektów zakwalifikowanych do finansowania. „Projekt trwa od kwietnia i pełnych efektów inwestycji spodziewamy się za półtora roku – dodaje prezes Jarosz. Jednakże już teraz, po kilku miesiącach, odnotowujemy zwiększone zainteresowanie naszymi produktami, zwłaszcza rozwiązaniami w dziedzinie telemetrii i wymiany danych. Wdrażamy też nowe technologie prezentacji danych pomiarowych za pośrednictwem WWW, co na pewno w najbliższej przyszłości przyniesie zwrot zainwestowanego kapitału”.

 

Capital venture

Jest jeszcze czwarte wyjście dla startujących, a mianowicie fundusze capital venture. Ale jest to wyjście jedynie teoretyczne, bo w Polsce fundusze privite equity (capital venture jest odmianą privite equity) praktycznie przestały inwestować w początkujące przedsiębiorstwa. „Podstawową przyczyną jest brak krajowych źródeł kapitału. Wszędzie na świecie w początkujące firmy inwestuje lokalny kapitał. W Europie ponad połowa kapitału funduszy pochodzi z lokalnych rynków, a w Polsce – 1% .” – mówi Paweł Gieryński, prezes Copernicus Capital Management.

Działające w Polsce firmy zarządzające funduszami privite equity są – poza jedną – inkorporowane zagranicą i tam zbierają kapitał. Dawcami kapitału są banki, fundusze emerytalne, firmy ubezpieczeniowe. Krajowe fundusze emerytalne nie zasilają firm privite equity (czyli firm prywatnych), bo mają limit inwestowania w papiery wartościowe nienotowane na rynku publicznym. „Dwa lata temu pojawił się pomysł stworzenia funduszu funduszy privite equity, którego papiery byłyby notowane na rynku publicznym, a więc dostępne dla Otwartych Funduszy Emerytalnych. Jest to forma popularna na zachodzie, jednak w polski rynek do niej nie dojrzał. Projekt upadł” – mówi Paweł Gieryński. Zarządzany przez niego Copernicus był inicjatorem funduszu funduszy.

Konsekwencją miażdżącej przewagi kapitałów zagranicznych w funduszach jest ich zainteresowanie dojrzałymi firmami i coraz wyższy próg finansowy wejścia. Wynika to z tego, że na świecie i ten rynek się konsoliduje i szuka coraz większych projektów. Jeszcze niedawno fundusze w Polsce inwestowały w projekty warte ok. 3 mln dolarów, teraz jest to powyżej 10 mln. A za to można kupić już całkiem sporą firmę.

Gdy jednak chęć szczera

Mimo narzekań na ofertę funduszy, trzeba jednak przyznać, że gdyby firmy się nimi interesowały, być może znalazłyby coś odpowiedniego. Lecz przedsiębiorcy z trudem oswajają się z myślą od podziale władzy. „Jeszcze kilka lat temu, dzięki wyższemu poziomowi zysków przedsiębiorstwa mogły się rozwijać samodzielnie. Obecnie warunkiem dalszego wzrostu, a może nawet egzystencji wielu firm jest podniesienie kapitału, a więc powiększenie grona właścicieli o nowe osoby lub podmioty. Najczęstszą wątpliwością dotychczasowych właścicieli jest nie tyle konieczność podzielenia się zyskami, co przymus oddania części władzy” – twierdzi finansista Jacek Barcikowski, prezes Praxe. Wydaje się, że polscy przedsiębiorcy rozpatrując ofertę inwestorów stawiają na równi – pewnie z racji krótkiego rodowodu – kwestie korzyści ekonomicznych i zachowania wpływu na zarządzanie firmą.

Oprócz wspomnianych funduszy inwestycyjnych źródłem kapitału mogą być inwestorzy branżowi. Inwestor branżowy na pewno będzie chciał pozyskać pozycję inwestora strategicznego z większościowym pakietem udziałów czy akcji. Przejmie także zarządzanie w firmie. Jednak z takim partnerem firma na pewno wzmocni swoją pozycję na danym rynku, ponieważ dodadzą się zasoby i atuty każdego z partnerów. Inwestor branżowy inaczej liczy wartość przedsiębiorstwa, niż finansowy. Zależy mu na jednych zasobach firmy, a na innych nie, bo sam je posiada. A zatem zaakceptuje również słabsze strony partnera.

Inwestor finansowy natomiast szuka przedsiębiorstwa, które dobrze prosperuje i jest sprawne w całości, nie szuka wybranych atrakcyjnych zasobów. Taki inwestor daje również szansę, że dotychczasowi właściciele i menedżerowie zachowają wiodącą rolę w zarządzaniu. Wszak dotychczas sprawdzili się, więc jedynie trzeba monitorować ich dalsze działania. Wadą – jeśli tak można powiedzieć – jest perspektywa kolejnej zmiany właściciela za kilka lat, ponieważ fundusz będzie wtedy chciał korzystnie sprzedać firmę. Najczęściej wyjście z inwestycji następuje przez giełdę. W ten sposób firma coraz bardziej oddala się od swoich założycieli, żyje coraz bardziej swoim życiem, swoją logiką, a nie wedle zamierzeń jej twórców.

Łączenie atutów

W 2000 roku forma AMG.net miała już za sobą pierwszy 3-letni okres rozwoju. Prowadziła działalność w specjalistycznej dziedzinie interaktywnych platform internetowych, miała zadowolonych klientów i personel liczący ok 30 osób.

Założyciele firmy, panowie Krzysztof Kujawa, Paweł Olszewski i Artur Urbański w planach strategicznych mieli pozyskanie kapitału z zewnątrz, ale nie poszukiwali inwestora branżowego, lecz finansowego. Wybór padł na Innova Capital, firmę zarządzającą funduszami wysokiego ryzyka (Private Equity/Venture Capital). „Była to bardzo trafna decyzja – wspomina Artur Urbański – gdyż inwestor oprócz pieniędzy wniósł pomoc w dziedzinie strategii biznesowej i skojarzył naszą firmę z firmą SNAP Consulting. To firma specjalizująca się konsultingu IT, założona przez Marka Judę i kilku przyjaciół, którzy wcześniej pracowali w Andersen Consulting (obecnie Accenture). Połączenie naszej kompetencji technologicznej z profesjonalizmem w dziedzinie procesów biznesowych pozwoliło nam poszerzyć ofertę i znacznie podnieść jakość produktów, a przede wszystkim złapać szeroki oddech i wejść na rozległe i wymagające rynki”.

W marcu tego roku projekt inwestycyjny Innova Capital został zakończony z sukcesem – akcje AMG.net zostały zakupione przez znaną międzynarodową grupę Bull.

 

Uczenie się własności

Wraz z przekształcaniem się firmy, zwłaszcza w obszarze jej struktury własności, jej założyciele coraz lepiej rozumieją naturę kompromisów, na które muszą – lub nie chcą – godzić się w zależności od tego, jaki jest cel ich działania, co uważają za swoją misję na rynku, co ich motywuje i zaspokaja ambicje. Na przykład menedżerów i specjalistów, którzy idą dopiero na swoje własność jest sposobem realizacji swojego pomysłu na usługę, produkt lub sposób prowadzenia biznesu. Często stanowi również element wybranego sposobu samorealizacji, odpowiedniego dla siebie stylu życia. Tą własnością dzielą się niechętnie, ponieważ przede wszystkim troszczą się o los tej swojej idei i tego swojego wyboru, obawiają się ingerencji ze strony innych – hipotetycznych – właścicieli. Jednak zwykle szybko się okazuje, że idea jest zagrożona przez brak kapitału, przez zbyt powolny rozwój firmy. I wówczas trzeba wraz z koniecznym kapitałem dopuścić myśl, że jednak ktoś nowy – wspólnik, inwestor branżowy, fundusz inwestycyjny – też będzie miał coś do powiedzenia, a może się nawet zdarzyć, że jego głos będzie decydujący.

I potem tak już będzie: coraz więcej osób będzie miało coś do powiedzenia w sprawie strategii firmy, jej produktów, klientów, stylu zarządzania i coraz częściej będzie to czyniło poprzez decyzje właścicielskie: sprzedaż bądź zakup udziałów, akcji, inwestowanie, fuzje i przejęcia. A przedsiębiorca, który to wszystko zapoczątkował? Jego „dziecko” odpłynęło w siną dal, bawią się nimi fale koniunktury, globalizacji, konsolidacji i innych trendów makro.

Warto zauważyć, że na zmianę struktury własności decyduje się na ogół przedsiębiorca, dla którego korzyści finansowe stały się już równie ważne, a nawet ważniejsze niż idea, z którą zaczynał przygodę z własnym biznesem. Ale on już nauczył się – i co ważniejsze przywykł - być właścicielem: zwykle zakłada kolejną firmę, i kolejną, albo powołuje fundusz inwestycyjny, albo zostaje aniołem biznesu, albo doradza firmom w kwestii przekształceń własnościowych. Czy ma jeszcze idee i marzenia, super pomysły? Pewno ma, ale na rynku sprawdza się nie poprzez kreatywność, lecz przede wszystkim poprzez rentowność swoich przedsięwzięć. Bycie lepszym oznacza dla niego bycie bogatszym. Dla gospodarki jest to szczęśliwa okoliczność, zawierająca się w pozytywnym rozumieniu słowa „bogatszy”, ponieważ dzięki swoim zasobom ów bogatszy może pomagać następnym świeżym przedsiębiorcom. Zafascynowanym, jak on kiedyś, przede wszystkim swoimi wynalazkami, ideami, pomysłami. Rozpoczynającym swoją własną grę, w której tak samo staną wobec dylematu władzy nad losem swoich marzeń.

Przydatne adresy

Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych
ul. E. Plater 53 (31 piętro)
00-113 Warszawa
tel. +48 22 458 84 30
tel. komórkowy +48 693 06 14 14
fax +48 22 458 85 55
e-mail: psik@ppea.org.pl

PolBAN - Polska Sieć Aniołów Biznesu (Stowarzyszenie)
ul. Fordońska 393
85-766 Bydgoszcz
tel. +48 52 34 71 481
fax +48 52 34 72 325
e-mail: sekretariat@polban.pl

Lewiatan Business Angels
Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan
Ul. Klonowa 6
00-586 Warszawa
fax +48 22 845 95 51/55
Michał Olszewski tel. +48 22 845 95 96, e-mail: molszewski@lba.pl
Jacek Szczepański tel. +48 22 845 95 57, e-mail: jszczepanski@lba.pl